Wczoraj miała znaleźć się tutaj instrukcja ale jakoś nie wyszło :P. Nie wytrzymałam (to przez Annaszę) i wzięłam się za szycie. Po prostu nie mogłam przeżyć, że Wy macie - a ja nie... Umiem szyć ale nie przepadam za tym więc zwykle efekty są eee... Ale z królika jestem zadowolona:). Końcówka - czyli doszycie uszu, założenie kapelutka sprawiło mi taką radochę, że warto było się pomęczyć. Najbardziej upierdliwe było wypychanie, tego nie polubię. No chyba, że jakaś litościwa dusza poradzi mi jak to zrobić sprawnie i bezboleśnie.
Wieczór spędziłam na wertowaniu albumów netowych w poszukiwaniu Tild wszelakich. Życia mi nie starczy żeby to wszystko uszyć!!!
Piękny królik -zazdroszczę umiejętnosci.
OdpowiedzUsuńkrólik rewelacja !!!!
OdpowiedzUsuńJa wypychać mogę, nie znoszę przyszywać łapek :/
to jest strasznie upierdliwe , bo musi być dokładnie i równiutko .
No Kochana królik wymiata :) Rewelacyjny!!! - od razu widać, że szycie masz opanowane. A wypychanie...trzeba się niestety oswoić z każdym z etapów, ja najczęściej wypycham i czytam blogi w międzyczasie ;)
OdpowiedzUsuńE tam, wypychanie! Ja nie cierpię ręcznie przyszywać łapek! W ogóle jak chcesz to ja mogę szyć maszynowo i wypychać, a ty będziesz ręcznie wykańczać! :))) I noooooooo, wiedziałam, że nie wytrzymasz! :P
OdpowiedzUsuńKochana :) Szalejesz ;))) Króliś jak dla mnie bomba !
OdpowiedzUsuńDzięki Dziewczyny:) Nie wiedziałam, że Tildy uzależniają już po pierwszym króliku...:)
OdpowiedzUsuń